Konflikt – walka czy dialog

„Wojna Państwa Rose”  – Opuść gardę i poddaj walkę…

    Pamiętacie, film pt.:„Wojna Państwa Róż” z Michaelem Douglasem i Katheleen Turner, w którym to małżeństwo z 18-letnim stażem, postanawia się rozwieść, a ponieważ żadne z nich nie chce opuścić wspólnej rezydencji, zaczyna się bezwzględna walka o to, kto zostanie w tym pięknym domu, a kto wyprowadzi się… Rose rozpoczynają regularną wojnę, a pierwszymi ofiarami są ukochany kot Pani Rose i najwierniejszy pies Pana Rose. Ich coraz dramatyczniejsze, a przy tym zabawne zmagania, doprowadzają do tragicznej śmierci oboje małżonków. Oglądając film, gubimy się, w tym co jest przyczyną, tak zaciekłego konfliktu. Trudno  też ocenić, czy oglądamy małżeński dramat, czy małżeńską komedię.

      Dla wielu z nas konflikt jest czymś bolesnym, wręcz tragicznym, końcem świata, relacji, miłości… absolutnie wszystkiego. Nikt nie lubi, aby na niego krzyczano, wyzywano, obwiniano, czy poniżano.. Nikt nie lubi czuć się odrzucony, oskarżony, nierozumiany i nieakceptowany..

       Jeśli konflikt, widzimy jako jednoznacznie coś złego i destruktywnego, ten obraz może stać się dla nas „samospełniającym się” proroctwem, zupełnie jak u Państwa Rose – „Im bardziej wierzymy, że sytuacja jest okropna, tym bardziej taką się staje”.

     Konflikt, to „interakcja osób zależnych od siebie, którzy uważają, że mają niezgodne cele i postrzegają siebie nawzajem jako przeszkody w osiągnięciu owych celów”. Bez relacji „zależności”, konflikt nie istnieje, bowiem strony mogą realizować swoje cele, ignorując się nawzajem..

          Konflikty dzielimy na realistyczne, koncentrujące się na realnych problemach, które mogą być rozwiązane i nierealistyczne, które koncentrują się głównie wokół manifestacji agresji i mają na celu pokonanie lub zranienie drugiej strony (przemoc). Środkami używanymi do ich rozwiązania są siła i presja. Dla tego rodzaju konfliktów destruktywnych, charakterystyczne są przewlekłe, niekontrolowane cykle napięć oraz długotrwałe ignorowanie, unikanie  rozmów na temat zasadniczych kwestii konfliktowych. 

      W konflikcie realistycznym, strony cechuje plastyczność zachowań i dążenie do kompromisu, wzajemnego dialogu – czyli takiego rozwiązania konfliktu, w którym obie strony mogą realizować przynajmniej część swoich zamierzeń. W konflikcie nierealistycznym, zachowania stron są sztywne i destruktywne, a rozwiązanie konfliktu, postrzegane jest tylko z perspektywy wygranej lub porażki: „wszystko albo nic”, a lęk przed przegraną, hamuje możliwość porozumienia.

         Oczywiście, to czy konflikt jest realistyczny czy nie, zależy w głównej mierze od woli stron i szczerych intencji kompromisu i współpracy. We wspomnianym filmie, każda ze stron, toczyła podstępną grę, dążąc tak naprawdę do wyeliminowania i unicestwienia współmałżonka. 

    Przy odrobinie dobrej woli, pewnej samoświadomości i ugruntowaniu w realistycznej zasadzie: „nie można mieć wszystkiego, za wszelką cenę”, konflikt niesie ze sobą mnóstwo pozytywnych funkcji: 1.ujawnia ważne, ukrywane emocje; 2. stawia wyzwanie twórczego i kreatywnego myślenia; 3. rozładowuje nagromadzone napięcia; 4. ujawnia utarte mechanizmy funkcjonowania i utarte zachowania, których uświadomienie i ominięcie, niesie wzajemne zrozumienie, umocnienie i pogłębienie relacji.. 5. w odniesieniu do społeczeństwa, może stymulować zmiany..

        Jeśli uwaga obu stron w konflikcie, nakierowana jest na zrozumienie wzajemne i rozwiązanie, okazuje się, że jest to zjawisko normalne, zdrowe i konstruktywne! 

   Często jednak, interpretacje zachowań i poglądów, podsycają konflikt, rywalizację i konfrontację, przez zaangażowane strony, a pełna uwaga, skoncentrowana jest wokół przekonania przeciwnika do swojej „racji” lub całkowitego zdyskredytowania.  Polaryzacja pozycji staje się ważniejsza niż wypracowanie rozwiązanie, które mogłoby być zaakceptowane przez wszystkich. Wtedy, konflikt narasta, piętrzą się przeszkody na drodze do realizacji poszczególnych celów i celu głównego czyli porozumienia.

         W filmie, u Państwa Rose, interakcje podsycane przez rywalizację, wzajemne zranienia, chęć „wyrównania porachunków”, zawziętość i upór stron w walce „wszystko albo nic”, doprowadziły do śmieci obojga. Ciekawa jestem, gdyby ktoś, powiedział im wcześniej, jak skończy się ta walka – że umrą, doprowadzając wcześniej do ruiny swój budowany przez tyle lat z trudem i poświęceniem dom – świat, pokój, rodzinę – że stracą wszystko, na, co wcześniej pracowali?? czy nadal perspektywa „wygranej”, byłaby tak atrakcyjna??

        Winston Churchill powiedział : „czasami warto zrezygnować z bitwy i poddać walkę, aby wygrać wojnę”… Czasami, warto wycofać się z bezkompromisowej chęci wygranej, aby uratować siebie, relację, aby uratować swój świat przed kompletną zagładą i destrukcją, swój świat wewnętrznych przeżyć i emocji.

Walka pochłania energię, walka kosztuje..

Walka prowadzi do destrukcji i frustracji.. 

   Lepiej budować wspólnie most, szukając porozumienia i rozwiązań, będąc otwartym na potrzeby i wrażliwość drugiej strony, bez oceny, rezygnując z kontroli, wyższości i bycia pewnym swoich racji…  Bowiem pod płaszczem pewności siebie, wiary w jedyną prawdę  – moją i walkę o uznanie właściwej racji, zawsze chowa się słaby i kruchy organizm…

       Siła tkwi w otwartości, ciekawości, badaniu i poszukiwaniu rozwiązań, rozwój to wyjście poza ciasne ramy własnego egotyzmu.