Król komedii – Wirus

Król Komedii, czyli czy warto ratować róże gdy płoną lasy.

Gdyby przyjrzeć się fizjonomii śmiechu, to w królestwie zwierząt jako ludzie bylibyśmy niezrozumiani. Na wykładzie Jonathana Lynna, dotyczącego komedii, użył on ciekawego porównania, że to co robimy z twarzą
 podczas śmienia się większość zwierząt mogłaby zinterpretować jako chęć ataku.
Ostatecznie śmiech, sprowadza się do szczerzenia zębów i ruszania się w dziwny sposób. Po co się śmiejemy i czy komedia nadal ma rację bytu?
Świat nam płonie.Zawsze płonął. Kartkuję w wyobraźni podręczniki do
historii z liceum i nie przypominam sobie zdania o tym, żeby światu
kiedykolwiek było dobrze. Niby u nas w latach dziewięćdziesiątych było
spokojniej, ale tylko do momentu, w którym pan z Teleexpressu nie
pokazywał reportaży z rozpadu Jugosławii czy ludobójstwa w Rwandzie.
Prawdziwa komedia bierze się z nieszczęść. To historia o człowieku takim jak my, który został postawiony w niecodziennych okolicznościach.
Przez dobrą komedię zastanawiamy się, jak my postąpilibyśmy w
sytuacji takiej, w jakiej znalazł się bohater. Nabywamy doświadczenia
samemu nie cierpiąc. Podwójna wygrana. Prawdziwa komedia, to przede wszystkim, pokazany z dystansem dramat. W komedii bohater się nie
 śmieje – gdy śmieje się bohater – przestajemy się śmiać my. Sięgając do
klasyki na darmo możemy szukać śmiechu u Bustera Keatona czy
Charliego Chaplina.
Bohaterom filmów Marka Koterskiego, nie wydarza się w życiu nic śmiesznego chociaż my, przynajmniej ja, z ich przygód się śmiejemy. Czy mamy do tego prawo skoro bohaterom wali się życie?Nie przypadkiem to Ci najbardziej nieszczęśliwi w historii kinematografii chcą zostać 
komikami. „Joker” Todda Phillipsa czy „Król Komedii” Martina Scorsese to historie nieszczęśliwych ludzi, których marzeniem jest rozśmieszać 
ludzi. Niezrozumienie przez świat tej potrzeby prowadzi do tragedii.
Tragedia potrzebuje swojego ujścia i wentylu bezpieczeństwa.
Zastanawiałam się, czy w sytuacji, w której obecnie znajduje się nasz
 świat można się śmiać. Czy w roku, który zaczął się pożarem Australii i
płynnie przeszedł do zarażenia znacznej części ludzkości chorobą, o której nie wiemy jeszcze zbyt wiele wypada się śmiać?
Śmiech nie znaczy, że problem umniejszamy, bagatelizujemy.
Dzięki śmiechowi, komedii potrafimy spojrzeć na dramatyczną sytuację z dystansem, dotleniamy mózg i pomagamy szerzyć dobro. Wzmacniamy odporność. Wszyscy widzimy, że świat płonie. Uważam, że to właśnie teraz jest czas, żebyśmy ratowali róże. Ratowali małe szczęścia, relacje. Śmiali się dużo. Kochali dużo. Zostawali w domach. Dziękowali pracownikom
służby zdrowia. Najpierw przez internet, a jak to się skończy osobiście.
Sadzili rośliny. Rozmawiali z naszą rodziną, przyjaciółmi i zwierzętami.
Nawet jeśli przez telefon. Ze zwierzętami przez telefon też można. 
Śpiewali dwie zwrotki Prząśniczki przy myciu rąk. Uśmiechali się dużo. W Hiszpanii popularnym pożegnaniem jest „Cuidate”, czyli dbaj o siebie. Moi hiszpańscy przyjaciele powiedzieli mi, że teraz w czasie pandemii
pożegnanie to zostało zamienione na „Cuidate y cuida” czyli dbaj o siebie i dbaj (o innych). Myślę, że teraz komedii potrzebujemy bardziej niż zwykle. Miłość i śmiech to jedyne co nam zostaje.

Tekst: Klaudia Fortuniak